Przegrany mecz, przegrany awans.

2022-06-06
Piłka nożna
372
W piękne sobotnie popołudnie udaliśmy się do pobliskich Koluszek rozegrać mecz sezonu. W tym roku tak ułożył się terminarz, że najważniejszy mecz przypadł na przedostatnią kolejkę. We wszystkich rozegranych do tej pory spotkaniach LZS Justynów i KKS Koluszki uzyskały po 51 punktów i zostawiły cały peleton innych drużyn daleko w tyle. W walce o awans do klasy okręgowej liczyły się tylko dwa kluby. Zadanie dla nich było bardzo proste – zwycięzca tego meczu zgarniał pełną pulę, przegrany musiał obejść się smakiem i nadzieje na awans odłożyć co najmniej o rok. O remisie nikt nie mówił choć ten rezultat bardziej premiował zespół z Koluszek, który nie dość, że wygrał jesienią w Justynowie to w ostatnim meczu sezonu jechał do outsidera z Popowa. Na trybunach pojawiło się kilkadziesiąt kibiców naszej drużyny ale większość stanowili fani miejscowych, którzy specjalnie na to spotkanie przygotowali zorganizowany doping z flagami, dopingiem i pirotechniką.

Piłkarze trenera Michała Buchowicza dobrze znali stawkę tego meczu. Wszyscy będący w dyspozycji chcieli grać i w końcu cieszyć się z powrotu do okręgówki. Niestety w kadrze meczowej zabrakło będącego ostatnio w świetnej formie Mateusza Stąporskiego, który wyjechał na zaplanowany wcześniej urlop. Miejsce w ataku zajął Tomek Niżnikowski, któremu w tygodniu urodziła się córeczka. Wszyscy mieli nadzieję, że specjalnie dla niej piłkarze zaprezentują „kołyskę”. Do obrony został wycofany Michał Biernacki, a jego miejsce w środku drugiej linii wypełnił Maciek Kopa. Na skrzydłach, które miały być siłą napędową LZS-u wyszli Przemek Wilk i mieszkający w Koluszkach Grzesiu Kopeć. Walkę o plac na lewej obronie wygrał Kacper Ambrozik, któremu przypadło niełatwe zadanie gry naprzeciw skutecznego tej wiosny, młodego Oskara Kacperskiego. Trener Buchowicz uczulał swoich podopiecznych by długo utrzymywali się przy piłce, mądrze rozdzielali podania i wykorzystywali nadarzające się sytuacje bramkowe. Wiadomo było, że w takim meczu klarownych okazji będzie mało więc skuteczność miała być kluczową sprawą.

Mecz rozpoczął się od wzajemnego badania szans i możliwości. Oba zespoły bardziej niż o zdobywaniu terenu myślały by tego placu nie tracić. W 7 minucie doszło do zderzenie głowami dwóch zawodników. O wiele gorzej z tego starcia wyszedł nasz zawodnik. Kamil Gumel zszedł za linię boczną z wielkim guzem na czole. Mimo to nasz rozgrywający nie chciał opuścić placu gry. Z opatrunkiem na głowie kontynuował mecz. Pierwszy celny strzał na bramkę oddali gracze z Justynowa. Kuba Kurowski w 9 minucie po solowej akcji zdecydował się na uderzenie mimo asysty dwóch graczy gospodarzy. Piłkę bez problemu złapał strzegący koluszkowskiej bramki Miłosz Stachecki. W 13 pechowej minucie rozegrała się akcja, która zadecydowała o wyniku zawodów W zupełnie niegroźnej sytuacji po wrzucie z autu piłkarze Koluszek rozgrywali piłkę na prawej stronie. Dośrodkowanie zostało zablokowane przez Kacpra Ambrozika ale piłka znalazła się pod nogami Oskara Kacperskiego, któremu udało się wygrać walkę o pozycję z Michałem Biernackim. Młody napastnik strzelił bez zastanowienia, w krótki róg pod poprzeczkę. Zaskoczony Damian Lewosiński musiał wyjmować piłkę z bramki. Bramka podziałała mobilizująco na graczy z Justynowa. Dobrze zdawali sobie sprawę, że w takiej sytuacji muszą przycisnąć rywali. Koluszki broniły się mądrze. Nasi skrzydłowi nie mogli pokazać swoich możliwości, a osamotniony Niżnikowski toczył nierówne pojedynki z kilkoma rywalami. W sytuacjach stykowych obrońcy rywali bez zastanowienia wybijali piłki jak najdalej od bramki. W 20 minucie prawym skrzydłem przedarł się Maciek Kopa i dośrodkował do Grzesia Kopcia, którego strzał z woleja poszybował nad poprzeczką bramki. LZS mozolnie zdobywał teren. Gracze KKS-u ograniczali się do obrony i groźnie kontratakowali. Tak było w 27 minucie gdy błąd w wyprowadzaniu piłki popełnili gracze z Justynowa i Kacperski stanął przed szansą podwyższenia wyniku. LZS uratował Lewosiński, który końcami palców wybił piłkę na róg. W 33 minucie powinien paść gol dla Justynowa. Niewidoczny przez pierwsze pół godziny Przemek Wilk przedarł się prawą stroną i płasko posłał piłkę do będącego w polu karnym Niżnikowskiego. Niestety strzał napastnika był zbyt słaby i mało precyzyjny. Stachecki pewną interwencją zażegnał niebezpieczeństwo. Po chwili znów akcja Wilka i znów niecelny strzał tym razem główkował nad bramką Kopeć. Końcówka pierwszej połowy należała do rywali. W 41 minucie Jacek Jankowski chybił minimalnie z rzutu wolnego, a w 45 minucie znów Lewosiński uchronił LZS przed stratą gola broniąc w beznadziejnej wydawało się sytuacji.

W przerwie kibice Justynowa zastanawiali się czy na drugą połowę wyjdzie kontuzjowany Kamil Gumel. Wyszedł czy pokazał wielki hart ducha. Od samego początku tej części meczu gra prowadzona była pod dyktando naszej drużyny. Niestety akcje budowane były zbyt wolno, a gracze miejscowych dzielnie i mądrze się bronili. Minuty upływały ale wynik nie ulegał zmianie. W odstępie kilkunastu minut szarpnął Przemek Wilk. Jego pierwszy strzał obronił bramkarz Koluszek, a drugi był minimalnie niecelny. Gra naszej drużyny była dalej zbyt jednostajna. Obrazu pojedynku nie zmienił zmiana ustawienia na grę dwoma napastnikami. Koluszki schowane za podwójną gardą były bardzo trudne do trafienia, a wśród naszych piłkarzy mnożyła się niedokładność i szablonowość. W wielu przypadkach pośpiech jak to zwykle bywa był złym doradcą. Widać było, że piłkarze trenera Buchowicza bardzo chcieli ale cały czas czegoś brakowało. Jeszcze w 83 minucie wprowadzony Kacper Zieliński główkował w poprzeczkę ale było to wszystko na co było stać graczy z Justynowa w tym meczu. W samej końcówce KKS mógł i powinien dobić naszą drużynę ale znów na drodze napastników miejscowych stanął najlepszy w drużynie LZS-u Lewosiński. Mimo, że sędzia przedłużył mecz o 5 minut to nasi piłkarze nie znaleźli sposobu na strzelenie choćby jednego gola.

Końcowy gwizdek arbitra wywołał euforią wśród kibiców i zawodników gospodarzy. Nasi gracze usiedli na murawie. Niektórzy może uronili łzę. Inni ze spuszczonymi głowami, wolno schodzili do szatni. W najważniejszym meczu sezonu zabrakło Justynowowi argumentów. Nie mogliśmy zbliżyć się pod bramkę przeciwnika, a gdy to nastąpiło byliśmy nieskuteczni. Rywal niczym specjalnym nas nie zaskoczył. Podobnie jak we wcześniejszych spotkaniach mądrze bronił dostępu do własnej bramki i szybko przechodził do kontrataków. Pisać, że brak Mateusza Stąporskiego w tym meczu był kluczowy to szukanie na siłę łatwego usprawiedliwienia. W kadrze LZS-u było kilku innych graczy, którzm wcześniej udowadniali, że strzelanie goli przychodzi im bez problemu. Zagraliśmy słabo. Znacznie poniżej własnych możliwości. Na wyciąganie wniosków przyjdzie czas. Awans do okręgówki musimy odłożyć na następny rok. Wszyscy w klubie zdają sobie sprawę, że tej wiosny był on na wyciągnięcie ręki i wiemy dobrze, że nie meczem w Koluszkach go przegraliśmy. Nie pozostało nam nić innego jak pogratulować rywalom z KKS-u. Po jednorocznej przerwie wracają ligę wyżej. Widowisko jakie zgotowali w trakcie meczu ich kibice będziemy na pewno długo pamiętać. Doping, flagi, race – choćby dla nich warto było walczyć. Nas czeka jeszcze jedno spotkanie. W najbliższą sobotę o godzinie 16:00 na własnym boisku podejmować będziemy rezerwy Zjednoczonych Stryków. Happy endu nie będzie ale będzie można pożegnać kibiców i sezon zwycięstwem.

KKS Koluszki – LZS Justynów 1:0 (1:0).

Bramka: Kacperski 13’

LZS Justynów: Lewosiński – Szumicki (82’ Kiński), Pankiewicz, Biernacki, Ambrozik, Wilk, Gumel (57’ Zieliński), Kurowski, Kopa, Kopeć (60’ Wejman), Niżnikowski.

KKS Koluszki: Stachecki – Potakowski, Grzelak, Chądzyński, Wojtaszek (70’ M. Grobelny), Marczyk, Perek, Jankowski, Kacperski (67’ Śliwiński), Sztuka (66’ Majerowski), Ratajski (58’ Kościelecki).

Widzów: ok 500 w tym 50 z Justynowa.

M.P.



Ostatni mecz
Biuletyn
Jeśli chciałbyś otrzymywać informacje na temat naszego klubu, pozostaw maila.