W ostatnim tekście do Państwa pisałem, że już najwyższy czas na pierwsze punkty naszej drużyny w czwartoligowych boiskach. Niestety trzy kolejne mecze nie dały nam żadnych zdobyczy i cały czas musimy czekać by przy LZS Justynów „0” zmieniło się na jakąkolwiek plusową wartość. Czy w meczach z Orłem Parzęczew, Włókniarzem Pabianice i Polonią Piotrków faktycznie było aż tak źle, by nie dało się zapunktować. Zdecydowanie NIE. W spotkaniach z innymi beniaminkami LZS zaprezentował się bardzo korzystnie i zebrał sporo pochwał. Szczególnie mecz z drużyną z Parzęczewa długo będzie się odbijał czkawką. Najpierw nie popisali się sędziowie uznając kuriozalną bramkę dla gości. Wiemy, że na boiskach piątego stopnia rozgrywek długo nie będzie techniki VAR ale to co zobaczyli kibice nie zdarza się nawet na B-klasowych rozgrywkach. Sędzia asystent nie zauważył jak piłka opuścił boczną linie boiska o co najmniej pół metra, a główny po zbitce uznał gola dla gości, z którego śmiali się nawet kibice w Parzęczewa. Naszym graczom należą się wielkie słowa uznania za to co zobaczyliśmy w dalszej części meczu. Justynów atakował i jego odważna gra została nagrodzone dwoma golami. Niestety prowadzenia nie udało się utrzymać. Najpierw w 84 a potem w 89 minucie Orzeł zdobył gole i było po ptakach, znaczy się po punktach. Najbardziej boli, że stratę obu bramek można było uniknąć. Błędy, które w klasie okręgowej zwykle uszyłby na sucho w tej lidze mszczą się okrutnie. Po meczu sam nie wierzyłem w to co się stało i niestety dałem (za co dumny nie jestem) upust w wyrażeniu swego stanowiska w kierunku rozjemców na temat ich pracy. Będę musiał tłumaczyć się w Wydziale Dyscypliny i zapewne jakaś kara będzie. Ale jak napisałem wobec takich błędów arbitrów przejść obojętnie się nie da!!! Co innego złość na naszych graczy. Oni wiedzieli, że mecz był wygrany i po prostu dali d….
Niestety po kilku dniach znów nie obeszło się bez bezsensownych kiksów, tym razem na początku spotkania. Dwa stracone gole ustawiły ten mecz i mimo heroicznej walki o odrobienie strat, nie udało się dogonić Włókniarza. Nic nie dała pogoń i wysiłek jaki w to spotkanie włożyli nasi piłkarze. Mecz w Pabianicach oglądało się z wypiekami na twarzy. Obie drużyny stworzyły super widowisko. Dla takich spotkań warto było awansować. Mimo porażki znów na naszych piłkarzy spłynęło sporo pochwał. Ale punktów nie było. Znów zaistnieć postanowił sędzia główny. Tym razem nie dostrzegł ewidentnego stempelka na stopie Mateusza Stąporskiego na polu karnym Włókniarza. Potwierdzają to ujęcia foto z obiektywu naszego wspaniałego fotografa Wojtka oraz siniaki na palcach Mateusza. Rozjemca uznał, że nasz napastnik symulował i ukarał go drugim żółtkiem co zaowocowało usunięciem Matiego z placu. Dodatkowo ze stwierdzenie – „co wy sędziujecie, komedia” – cytat z protokołu sędziowskiego - czerwo otrzymał nasz trener. Parodia. Jeżeli za takie słowa karze się czerwoną kartką to chyba żadny mecz nie byłby dokańczany na każdym poziomie rozgrywek. Znów zamiast radości był smutek, żal i ogromna złość.
Niestety na kolejne spotkanie pojechaliśmy do wicelidera z Piotrkowa. Niestety bo Polonia dobiła rozżalony Justynów. Nasi gracze chyba cały czas mieli w głowach poprzednie porażki. Wyszli na boisko mało skoncentrowani bo już pierwsza akcja gospodarzy przyniosła prowadzenie. I znów wróciły stare grzechy. Stworzyliśmy sobie w pierwszej połowie trzy znakomite okazje do strzelenia goli. Ani Eryk Dybisiak, ani Konrad Puchalski, ani Kacper Nowak nie potrafili w niemal idealnych okazjach skierować piłkę do siatki. To trzeba strzelić. Nieważne jak, trzeba i już. A Polonia grała swoje i strzeliła dwa gole, które nie powinny były wpaść. O drugiej połowie lepiej nic nie pisać. Oddaliśmy teren bez walki, bez wiary. Powiem szczerze – nigdy więcej takich 45 minut widzieć nie chcę.
W środku tygodnia rozegraliśmy mecz Pucharu Polski z występującymi w okręgówce rezerwami AKU-u. W pierwszym składzie wyszło 9 piłkarzy którzy nie znaleźli się w podstawowej jedenastce na Polonii. Wygraliśmy to spotkanie pewnie i wysoko 4:0. I tu mała refleksja. Rok temu z tą samą drużyną wygraliśmy po dogrywce. Mecz był wyrównany i wynik cały czas oscylował wokół remisu. Teraz ten sam rywal, to samo boisko, w zestawieniu z graczami zwykle rezerwowymi wygrywamy zdecydowanie, a bramek powinno być co najmniej drugie tyle. Co jest? To proste. Pokazuje to obraz jaka różnica jest pomiędzy okręgówką, a IV ligą. Przepaść jest ogromna. To co jeszcze rok temu było dziecinnie proste (strzelanie goli i kreowanie sytuacji bramkowych), to co uchodziło na sucho (błędy w bronieniu) teraz nie wybacza. Wiem, że nasi piłkarze zdają sobie z tego sprawę i gdy tylko zaczną wdrażać to w meczach to o zdobycze jestem spokojny. Mamy bardzo młody zespół, który w końcu musi uwierzyć, że stać ich na dobrą i skuteczną grę. Zagrajcie w końcu na miarę swoich umiejętności i potencjału jaki posiadacie. Wiem, że przeskok z juniorskiej lub „okregowej” piłki jest trudny i bolesny ale minęło już 9 meczów i wiecie jak wygląda ta liga. Frycowe zapłacone. Każda bramka, każdy punkt, nawet każdy metr boiska zdobyty nad przeciwnikiem powinna sprawiać, że obudzi się w nas wiara, że możemy jeszcze zamieszać tym kotłem.
W sobotę o godzinie 16:00 do Justynowa przyjedzie ekipa, która gra zdecydowanie poniżej swoich oczekiwań. KS Kutno do tej pory zdobył 9 punktów i wszystkie na własnym boisku. Z wyjazdów przywóz do domu okrągłe „0”. Cztery mecze i cztery porażki, 15 straconych goli na obcych obiektach czyli prawie 4 bramki na mecz. Czy jest lepszy rywal na przełamanie. No chyba nie…
Wyniki w tych rozgrywkach zadziwiają. Drużyny, które przegrywają u siebie 0:5 i 1:6 nagle wygrywają 6:2. Można? Można…
Wierzę w tą drużynę. Wierze w pomysł trenerów Lewosińskiego i Milczarka. Wierzę w talent młodych gniewnych Sopaty, Tutaja, Sawickiego czy Lindnera. Wierzę, że zobaczę Kurowskiego, Nowaka i Dybisiaka walecznych i skutecznych jak jeszcze rok temu. Wierze w przywództwo Stąporskiego, Wilka, Turka i Adriana Wiśniewskiego. I wierzę, że Simiński i Eryk Wiśniewski w bramce będą mieli mecze, że napastnicy rywali będą schodzić z boiska z bólem głowy. Zagrajcie na poziomie swojego talentu i umiejętności i wznieście się ponad ten cały hejt internetowych, futbolowych „wszechznawców”. Pokażcie, że Justynów jeszcze nie zginął i stać nas by o LZS-ie było głośno.
M.P.
