Jest. Wymarzony, wytęskniony, oczekiwany, zdobyty, wywalczony….. Co by nie pisać awans jest nasz. Mały punkcik na mapie, koło wielkiej Łodzi – mój Justynów zagra w przyszłym roku w IV lidze. Aż trudno w to uwierzyć. Jednak gdy sięgnę pamięcią kilka lat wstecz to widzę ile pracy, ile wyrzeczeń, potu, łez i także pieniędzy ten sukces nas kosztował.
Uważam, że proces – IV liga – rozpoczął się po pandemii, podczas sezonu 2020/21. Tak, tak. Może kibice popukają się w głowę co ten RedMich wypisuje. A jednak ja zostanę przy swoim. Wtedy to w Justynowie swoją misję rozpoczął trener Michał Buchowicz. To za jego „rządów” do drużyny dołączyli tacy piłkarze jak Kuba Kurowski, Wiktor Wejman, Maciek Kopa czy Adrian Wiśniewski. Ja jednak zatrzymam się przy dwóch graczach, którzy w LZS-ie Justynów odcisnęli swoją wielką pieczęć. To Przemek Wilk i Mateusz Stąporski. Dwaj wspaniali piłkarze i wspaniali mężczyźni. Ciężko mi uwierzyć jak udało się ich ściągnąć do drużyny, która kilka lat bezskutecznie próbowała wydostać się z A-klasowej młocki. W kolejnym sezonie po siedmiu latach na banicji po udanych barażach przyszedł awans do klasy okręgowej. I okazało się, że piąta liga nie jest taka straszna. W premierowym sezonie LZS Justynów ukończył rozgrywki na wysokim 6 miejscu. To wtedy byliśmy świadkami wspaniałych derbów z Andrespolią, trileru w Żarnowie czy przede wszystkim zwycięstwa na mistrzem z Wolborza w ostatniej kolejce. To dało impuls.
W nowym sezonie po rezygnacji Michał Buchowicza w klubie zatrudniony został nowy trener Sebastian Madera. Wspaniały człowiek, wspaniały trener, prawdziwy profesjonalista. Pomimo ponad 150 występów w ekstraklasie i pracy w Akademiach Piłkarskich Lecha i Widzewa nigdy nie traktował pracy w Justynowie jako „zesłania na prowincje”. To on pokazał nowe standardy pracy nie tylko zawodnikom, ale też trenerom czy działaczom. Za Maderą do klubu przyszli nowi zawodnicy, którzy nie okazali się tylko uzupełnieniami. To były prawdziwe wzmocnienia. Mateusz Turek, Alan Zych, Sebastian Stępniak, Eryk Dybisiak i Jędrzej Simiński sprawili, że piłkarski poziom w Justynowie przeskoczył o 3 pietra do góry. Justynów zaczął grać widowiskowo, ofensywnie i tylko o zwycięstwo. To zaczęli dostrzegać kibice. Zrobiła się moda na nasz klub. Zwycięstwa zaczęły przyciągać na stadion w Justynowie coraz więcej kibiców. Nieraz brakowało na trybunie wolnych miejsc. W klubie zaczął się wielki BUM. Akademia młodych piłkarzy rozrastała się w niebywałym tempie w czym wielka zasługa koordynatora Damiana Lewosińskiego i trenerów, którzy w większości wywodzili się z kadry pierwszego zespołu. A w lidze jedno zwycięstwo goniło drugie. To był słodko – gorzki sezon. Na ostatniej prostej, gdy wydawało się, że sukces jest na wyciągnięcie ręki coś nie zagrało, coś pękło, coś niedojechało. Trudno mi w tej chwili powiedzieć co to było. Niewytłumaczalna rzecz. Ale chyba tak miało być.
Sezon 2024/25 rozpoczął się nie najlepiej. Widać było, że końcówka poprzedniej rundy wryła się w serca naszych piłkarzy. Po 5 kolejkach z klubu odszedł trener Madera. To był szok. Działacze stanęli przed wieloma dylematami. Z pomocą przyszedł Damian Lewosiński i Kamil Milczarek, którzy (tylko na jakiś czas) przejęli stery w drużynie seniorów. Z pomocą, przyszła im drużyna. Wtedy poznaliśmy jakimi profesjonalistami są Przemek, Mateusz i reszta drużyny. Damian z Kamilem kontynuowali pracę trenera Madery włączając w to własne pomysły. Chwila zamieniła się w lata. Dużym wzmocnieniem drużyny stali się Szymon Szafoni, Konrad Puchalski, Filip Mokracki, Piotrek Mazur czy Jędrzej Szymczak. Kadra Justynowa wyglądał tak, że na każdą pozycję mieliśmy po dwóch piłkarzy. Rywalizacja była nawet o miejsce w kadrze na ligowy mecz. Niestety mimo pogoni za czołówką, nie udało się dogonić dwóch drużyn. Tu nie był rozpaczy, tu była złość, wkurw….. i silne postanowienie dopięcia swojego w kolejnym sezonie. Nie było kombinacji, nie było kalkulacji drużyna duetu trenerów Lwosiński – Milczarek od razu wkroczyła do akcji odprawiając z kwitkiem kolejnych rywali. Eksplodował talent Kacpra Nowaka. Po rundzie jesiennej było pozamiatane. Czternaście zwycięstw i jeden remis to był knockout. Dwanaście punktów przewagi. Czuć było ten awans w powietrzu. Wiosenna 2026 roku, mimo kilku potknięć dała to co zabrały lata 2024 i 2025. W 25 kolejce rozgrywek zapewniliśmy sobie IV ligę na przyszły piłkarski rok. Kto był w środę na obiekcie wie jaka radość towarzyszyła piłkarzom, trenerom, działaczom…. A to jak zachowali się nasi kibica to absolutny top. Nasi sympatycy to temat na osobny artykuł. Zawsze z drużyną, zawsze wierni. Mimo mrozu, deszczu czy upału. Jeździli za swoimi piłkarzami po połowie województwa. Od Żytna i Przedborza po Witonię i Cielądz. I nieraz stanowili na „gościnnych” trybunach większość publiczności. Ogromne brawa dla naszych młodych adeptów futbolu z grup młodzieżowych. Mamy swój klub kibica. Jest doping, oprawa, są flagi banery i transparenty…Szacun!!!
To co napisałem to tylko mała pigułka tego jak ewoluowała nasza drużyna. Jaką drogę trzeba przejść do sukcesu. Kilka lat temu marzyliśmy o okręgówce, a o 4 lidze nikt nawet nie śmiał pomyśleć. Marzenia stały się rzeczywistością. Dla paru starszych piłkarzy nowy sezon będzie powrotem na „centralne” boiska. Wilk, Turek, Kopa, Kurowski, Puchalski już tam byli i bardzo, bardzo chcieli wrócić. Dla młodszych niech to będzie szkoła piłkarskiego życia. Z całego serca życzę by nowa piłkarska przygoda jak otwiera się przed naszymi graczami okazała się wspaniałą drogą. Niech Stępniak, Zych, Nowak, Dybisiak czy Simiński wzniosą się na poziom, który będzie trampoliną ku kolejnym wyzwaniom. Niech Mazur, Mokracki, Jackiewicz, czy Szymczak zachłysną się czwartoligowym powietrzem. Niech nasza „legenda” Przemek Bartosik, Grzesiu Kopeć i Kacper Szumicki zapiszą sobie w cv IV ligę, a może strzelą gola. I niech zdrowie pozwoli Mateuszowi Stąporskiemu cieszyć się z kolejnych goli w lidze, w której nigdy nie zagrał. Niech trenerzy Lewosiński i Milczarek wspierają się bo wiadomo, że idziemy w inną rzeczywistość. Nie łudźmy się, nie będziemy faworytami, będziemy musieli walczyć o każdy metr boiska, o każdą bramkę, o każdy punkt. Pójdźmy drogą Boruty Zgierz czy Stali Głowno, które jako beniaminki pokazały pazury i spokojnie zakotwiczyły w środku stawki. Będziemy traktowani z góry, będziemy wyśmiewani, hejtowani. Tak będzie. Musimy być na to gotowi. Nie zwracajmy na to uwagi, idźmy po swoje, podnośmy się po porażkach, cieszmy zwycięstwami. Nie mamy nic do stracenia.
Jeszcze kilka dni będzie trwać radość w Justynowie. A w klubie już idzie praca. Ekipa Prezesa Daniela Zięby już zakasała rękawy. Praca, praca, praca. Roboty jest co niemiara. Na szczęście PREZI nie jest sam. LZS Justynów to organizacja, która skupiła wokół siebie wiele wspaniałych otwartych serc. Mimo, że w środku każdy czuje obawę i bojaźń przed „nowym” to ja wierzę, że będzie dobrze. Musi. Bo jak nie my to kto???
P.S. Wiem, że nie o wszystkich wspomniałem, tych osób, tych nazwisk, piłkarzy, trenerów, działaczy, kibiców wolontariuszy, sponsorów, partnerów, którzy przyczynili się to tej historycznej chwili było tak dużo…. Chwała Wam!!!
Ja wspomnę mojego kolegę Krzysztofa. To także twoje zasługa, to także dla Ciebie!!!
